obserwując kiedyś pewnego mężczyznę,
taką oto satyrę napisałam…
Od samego rana na tarasie,
z kubkiem kawy, papierosem okopcona
siedzi w pełnej krasie
Małpa Zielona, już wkurzona!
Częstuje mnie uśmiechem skorpiona,
cała jest rozkojarzona,
jedną myślą pochłonięta
Zielona Małpa stuknięta!
Milczy, milczy… wybucha,
nerwowo śmieje się od ucha do ucha,
oczy zwęża, się zaciąga
milczy, ziewa… się przeciąga…
Myśli teraz intensywnie,
po chwili… wręcz przeciwnie,
pięścią w dłoń uderza,
krzyczy… a do czego zmierza?
Małpa Zielona fioletową się stała,
choć do tego pretekstu żadnego nie miała,
lecz powoli emocje swe opanowuje,
dostrzega swą miłość, w usta całuje…
I człeka zaczyna przypominać,
choć bolesne jego narodziny -jak widać-
I w mężczyznę się przeinacza,
a wiadomo przecież co to oznacza…
To przeobrażenie trwa chwil kilka
i znowu Małpa Zielona przypomina wilka,
milczy, milczy… wybucha…
śmieje się od ucha do ucha…
krzyczy….
czy Wy również takie osobniki znacie?

Wierszyk daje do myślenia….i choć to satyra na mężczyzn…to pomyślałam, czy czasem sama nie zamieniam się w taką Zieloną Małpę…:)))
Genevieve kochana, Ty nigdy w Małpę się nie zmienisz, a już na pewno nie w zieloną ;-)… Ściskam mocno!
Czasami same hodujemy takie stwory w domu… :))))
Trafna uwaga Eremi, na własnym łonie..!
oj,tak,spotykam na swej drodze czasem takie Zielone Małpy, dziękując losowi że dość rzadko to ma miejsce.Świetna satyra Dominiko!Świetna!
Ja również rzadko spotykam Zielone Małpy, ale jak już spotkam, to trudno mi się od nich uwolnić..;-)