W tłusty czwartek trzeba zjeść smaluszku garczek,
cztery pączki z marmoladą polewane czekoladą,
i faworki obsmażane, w cukrze-pudrze unurzane,
i racuszki lukrowane z powidłami podawane.
Broń Boże nic lekkiego, zdrowego, soczystego,
trzeba jeść w dzień tłustości wszystkie chore namiętności,
i kiełbasy zasmażane i kotlety zawijane,
i rolmopsy zabielane, w gęstym sosie serwowane.
A ja ten dzień bojkotuję,
nic ciężkiego nie gotuję,
nic słodkiego nie zajadam,
nic tłustego nie podsmażam!
Dnia lekkości oczekuję
i na darmo wypatruję,
kiedy w kalendarzu dzień taki zagości,
kiedy chude tłustemu porachuje kości.
Marzę, by dzień zielonej sałaty
stał się dniem powszechnej aprobaty!
Wszak teraz wszystkie grubasy,
mogą bezkarnie podjadać swoje rarytasy,
pod płaszczykiem narodowej tradycji
hołdować swej tłustej prohibicji.
Lecz powoli tłuste czwartki odchodzą do lamusa,
niech Was nie nęci już ta grzeszna pokusa,
wszak świadomość kulinarna Polaków wzrasta
i tęsknota za dniem lekkości narasta.
Tłusty czwartek został więc wyparty
i niech to do ciebie dotrze, Ty człowieku uparty!
a gdy satyrę tę napisałam,
to pączka jednego (sic) z chęcią wpałaszowałam 😉
