Na skraju lasu domek stoi malutki,
zewsząd brzozy, sosny, modrzewie
do środka zaglądają szumiąc sennie
Domek bursztynowym mieni się kolorem,
w promieniach słońca wschodzącego
ciepłym emanuje nastrojem
W porannej kąpieli kosy, pliszki i słowiki,
każde w myśl swojej pieśni
układają rytm muzyki….
Wtulona bezpiecznie w objęć ramiona,
śni jeszcze, choć już czuwa,
dzwiękiem melodii otulona – ona
Dochodzą też te ptasie trele
przenikając snu powłokę,
rozbudzają śpiącą obok niej – opokę
Tak urzeczeni chwili urokiem.. trwają,
choć kompozycji takich
co dzień, dostatek przecież mają
Teraz głosy żurawi na polu pobliskiem
dochodzić do uszu kochanków
zaczęły z naciskiem…
I sami już nie wiedzą czy szepty te i krzyki,
dzwiękami są ich własnymi
czy rozbudzonej ptasiej muzyki
Mimo woli oboje w koncert natury się włączyli,
dopełniając rytm przyrody,
swój miłosny hymn stworzyli
