cztery siostry

 

żyć bez siebie nie potrafią

jedna bez drugiej nie istnieje

choć razem nigdy nie przebywają

to przeplatają się ich nadzieje

 

pierwsza delikatna dziewczęca jeszcze

pastele zieleń konwalie i fiołki

subtelna ciepła lubi burze i deszcze

na łąkach polach fika koziołki

 

druga kobieca gorąca namiętna

jak len miód i pszenica

przez łany zbóż idzie ponętna

plącze się jej malinowa spódnica

 

trzecia dojrzała liściem szeleści

snuje się rosą mgłą otulona

brązy fiotety żółcienie pieści

melencholijna jej dusza zamglona

 

czwarta zimna groźna surowa

choć czasem ciepłym spojrzeniem zaskoczy

pod czapą tony śniegu chowa

przez świat prowadzi ją renifer uroczy

 

żyć bez siebie nie potrafią

jedna bez drugiej nie istnieje

choć razem nigdy nie przebywają

to wypełniają się ich nadzieje

 

biała koronkowa sukienka

 

piękna dumna surowa

cera alabastrowa

szaroniebieskie oczy zamglone

usta lekko rozchylone

sunie…

długa sukienka koronkowa

puszystym szlem otulona

tanecznym krokiem wiruje

wpatrzonych w nią urokiem ujmuje

tańczy…

pewna siebie wyniosła chłodna

wytwornie w tańcu wygląda

mruży oczy w promieniach słońca

zasłuchana zamyślona wyczekująca

krąży…

rozgląda się po białej krainie

z nostalgią wspomina minione chwile

wie że już pożegnać się musi

za niecały rok tutaj powróci

rozpływa się…

odchodzi na jej miejsce młoda

jeszcze piękniejsza przychodzi

zachwycająca pachnąca roześmiana

…tylko w wianek przyodziana…

 

satyra na tłusty czwartek

W tłusty czwartek trzeba zjeść smaluszku garczek,

cztery pączki z marmoladą polewane czekoladą,

i faworki obsmażane, w cukrze-pudrze unurzane,

i racuszki lukrowane z powidłami podawane.

 

Broń Boże nic lekkiego, zdrowego, soczystego,

trzeba jeść w dzień tłustości wszystkie chore namiętności,

i kiełbasy zasmażane i kotlety zawijane,

i rolmopsy zabielane, w gęstym sosie serwowane.

 

A ja ten dzień bojkotuję,

nic ciężkiego nie gotuję,

nic słodkiego nie zajadam,

nic tłustego nie podsmażam!

 

Dnia lekkości oczekuję

i na darmo wypatruję,

kiedy w kalendarzu dzień taki zagości,

kiedy chude tłustemu porachuje kości.

 

Marzę, by dzień zielonej sałaty

stał się dniem powszechnej aprobaty!

 

Wszak teraz wszystkie grubasy,

mogą bezkarnie podjadać swoje rarytasy,

pod płaszczykiem narodowej tradycji

hołdować swej tłustej prohibicji.

 

Lecz powoli tłuste czwartki odchodzą do lamusa,

niech Was nie nęci już ta grzeszna pokusa,

wszak świadomość kulinarna Polaków wzrasta

i tęsknota za dniem lekkości narasta.

 

Tłusty czwartek został więc wyparty

i niech to do ciebie dotrze, Ty człowieku uparty!

 

a gdy satyrę tę napisałam,

to pączka jednego (sic) z chęcią wpałaszowałam 😉